wtorek, 17 września 2013

Subiektywny przewodnik po Bałkanach, czyli jak nie zostać celebrytką i odetchnąć od mody

Witam Was! Zbierałam się do napisania tego postu trzy tygodnie i nadeszła na to pora. Za oknem deszcz a ja podzielę się z Wami wspomnieniami z słonecznych Bałkanów.



CZĘŚĆ I - CHORWACJA

Niektórzy mówią, że już zdecydowanie 'passe', bo wszyscy tam jeżdżą, inni, że nie ma piękniejszego miejsca na wakacje. Przed wyjazdem myślałam, że ci pierwsi mają rację - kajam się - baaaardzo się myliłam. Chorwacja to według mnie raj, zwłaszcza dla estetów, uwielbiających piękne otoczenie.

Moja metafora może nie będzie zbyt ambitna, ale będzie zawierała 'modowe' wtrącenie, jak przystało na charakter bloga. Pierwszego dnia po powrocie patrząc przez domowe okno zobaczyłam ogród sąsiada, kilka drzew, norma, pomyślałam. Przypomniałam sobie jednak ciepłe poranki, nad brzegiem morza, dzień rozpoczynający się od kąpieli - morskiej i słonecznej. 
Te dwa obrazy mogę porównać do dwóch sukienek - jedna - całkiem ładna, z sieciówki, dobrze leży, ma ładny kolor klasyczny krój. Kiedy jednak zobaczysz tą drugą - idealnie pasującą, ze szlachetnego materiału, ręcznie wyszywaną, zdobioną, od projektanta, którego inspirację pokrywają się z twoją wizją...






Ciocia Dobra Rada radzi:

* Jeśli dzień spędzicie blisko morza a widzicie, że zanosi się na wiatr NIE ubierajcie krótki, rozkloszowanych sukienek

Spotka Was wtedy to, co mnie a wcześniej m. in. Marylin Monroe...


Wiele ludzi myśli, że skoro jedzie na wakacje na południe Europy to nie potrzebuje nic ciepłego - nic bardziej mylnego!

* Jeśli jedziecie na Bałkany w sierpniu lub wrześniu to noce a zwłaszcza godziny przed wzejściem słońca są chłodne - przyda się lekka kurtka lub polar jeśli chcecie spędzić noc na plaży


PERŁA ADRIATYKU

Co do atrakcji to zdecydowanie polecam Dubrownik. Leży on na samym końcu Chorwacji, ale warto go odwiedzić. Miasto robi ogromne wrażenie, zwłaszcza kiedy patrzy się na nie z góry. Kiedy zaś dotrzemy do centrum wcale nie traci uroku. Jeśli ktoś zakochał się w Wenecji to najpewniej zakocha się i w Dubrowniku. Nie jest to może miasto na wodzie, ale leżące nad samym morzem, oblewane przejrzystą wodą i otoczone klifami. Stare miasto z uroczymi, wąskimi uliczkami, mury, zabytki a także kolejka na wzgórze nad miastem sprawiły, że ja wybierając między Wenecją a Dubrownikiem, wybrałabym ten drugi.









* W Dubrowniku, zwłaszcza w sezonie letnim jest bardzo dużo turystów. Jeśli wybieracie się tam samochodem to radzę zaparkować poza ścisłym centrum, gdzie parkingi od rana do wieczora są pełne i drogie. 

* Przyjazd do Dubrownika wiąże się z przejechaniem przez nadmorski, 20 km skrawek Bośni i Hercegowiny - kolejek na granicy nie ma i gdyby nie kontrola paszportowa to można by nie zauważyć, że właśnie przejechaliśmy przez inne państwo.



CZĘŚĆ II - CZARNOGÓRA



Z Dubrownika do Czarnogóry jest już przysłowiowy rzut beretem. Kraj jeszcze nieodkryty przez tłumy turystów a przez to wydaje mi się bardziej bałkański. W kurortach np. w Budwie jest oczywiście dużo ludzi, plażowiczów, ale w pozostałych miastach i miasteczkach nie uświadczymy tłoku. Oczywiście na plaży wypoczywają turyści i miejscowi, ale nie ma ich tyle, co w popularniejszej Chorwacji.

Zdecydowanie polecam miasteczko Risan. W przewodniku podpisane jako kurort, sama jednak bym go tak nie nazwała. Oczywiście, niedaleko plaży rządzą turyści, ale kawałeczek dalej, bliżej wnoszących się okolicznych gór spotkamy już tylko tubylców. Aleja palmowa, mały park, obok którego wnoszą się zabytkowe cerkwie. Kawałek dalej supermarket a przy nim starszy pan sprzedający pomidory i dzieciaczki zarabiające na kieszonkowe samodzielnie malowanymi muszelkami. Prawie nikt nie mówi po angielsku, ale to nic, i tak chcą rozmawiać, pomóc, wywołać uśmiech. A bałkańską gościnność myślę, że możemy porównać do naszej polskiej, tylko tamta jest bardziej spontaniczna i niewymuszona.





Nasz miejscowy przewodnik, którego poznaliśmy w barze przy plaży uliczki przemierzał boso - byliśmy zdziwieni, ale kiedy sami zdjęliśmy buty okazało się, że drogi czy chodniki są ciepłe jak piasek na plaży.


Hitem i miejscowym 'must have' są buty do pływania.

Jeśli macie zamiar wejść do morza to są one bardzo pomocne. Sprawdziłam wersję w i bez butów - nie ma porównania. Większość plaż jest żwirowa, ale na nich wystarczą japonki. Jednak w wodzie już nie wystarczają - przy brzegu dominują kamyki (lub kamienie/głazy), które są śliskie i omszałe. Buty te są dobrym wynalazkiem - są wygodne, szybko schną i mogą być dobrym dodatkiem do wakacyjnej 'stylówy'.



Kolejnym miastem jakie mogę zdecydowanie polecić w pasie nadmorskim Czarnogóry jest Kotor.

Najstarsze miasto kraju z uroczym starym miastem porównywanym do tego w Dubrowniku. Zabytkowe uliczki i port dzieli tylko droga. Nad miastem górują pozostałości murów, na które można się wspiąć, co jest niebywałą atrakcją (choć podczas upałów jest to raczej walka by dotrzeć na górę bez zawału czy odwodnienia). Niedaleko centrum natkniemy się na ogromny, opuszczony kompleks hotelowy czy stare hale fabryczne. W Czarnogórze wiele jest takich miejsc - mają one swój urok a także przypominają o wojnie, która trwała na Bałkanach kilka lat temu.








* Pomiędzy portem a starym miastem natkniecie się na targ - polecam świeże oliwki i wszelakie owoce.

* Targujcie się - zarówno na targu jak i przy wejściu na mury można coś zaoszczędzić.

* Skoro już mówimy o murach to wszędzie jest napisane, że wchodzi się tam po schodach, ale niech Was nie zwiedzie to określenie! Nie są to zwykłe schody, ale takie, stare, kamienne i wyślizgane; często zaś brakuje kilku i trzeba wspinać się pod górkę po kamieniach. Nie polecam więc japonek, buty trekkingowe nie są konieczne a baleriny w moim przypadku przetrwały, najlepsze będą chyba płaskie sandały.



Kawałek dalej znajduje się znany kurort - Budva. Jest to pierwsze miasto Czarnogóry, które leży nad otwartym morzem i ma spore (choć żwirowe) plaże, co wiąże się z tym, że cała okolica jest oblegana przez turystów. Plażowanie jest tam całkiem przyjemne - jest sporo ludzi, ale wydaje mi się, że mniej niż nad Bałtykiem w szczycie sezonu. Zdecydowanie polecam zabranie ze sobą parasola jeśli chcecie spędzić na plaży dłuższą chwilę - słońce praży a dowodem na to niech będzie to, że kilkanaście minut po zalaniu 'Dania w 5 minut' letnią wodą mineralną miałam gotową pomidorową z miękkim makaronem.




Nieopodal Budwy znajduje się znana Wyspa Milionerów - Sv. Stefan.

Można przespacerować się tam sosnowym lasem, ale jest to wyprawa co najmniej godzinna (którą oczywiście nieświadoma tego wcześniej, w sandałkach i sukience zaliczyłam), można też dojechać prawie na samą wyspę (parking płatny 2 euro za godzinę). Miejsce to robi wrażenie i oczywiście jest bardzo zadbane - piękne plaże i przyroda dookoła sprzyjają wypoczynkowi. Jedna z plaż jest płatna i droga, druga, obok, nie. Przy plaży znajduje się pawilon będący kiedyś hotelem, obecnie czeka na inwestora. Na wyspę zaś mogą wjechać kamiennym mostem tylko goście hotelowi oraz osoby, gwiazdy mające tam posiadłości.



Na plażowanie polecam miejscowość niedaleko Budwy - Becici. Jest ona mniej znana więc na plaży będą mniejsze tłumy a sama okolica jest piękna. Przy samym brzegu wielkie głazy, las prowadzący z nad morza a pośród drzew opuszczone hotele, baseny. Coś takiego warto zobaczyć.







Następnym naszym przystankiem był Bar, ale poza dużym portem i stacją kolei czarnogórsko - serbskiej nie ma tam zbyt wiele miejsc godnych uwagi.


Następnym przystankiem na drodze wzdłuż czarnogórskiego wybrzeża było miasto Ulcinj. Leży ono blisko granicy z Albanią i mocno dostrzegalne są tam wpływy kultury arabskiej - meczety, górujące nad miastem minarety, kobiety w burkach.
Ulica prowadząca na tzw. Małą Plażę wieczorem staje się deptakiem i przypomina sopocki Monciak. Jednak w ciągu dnia miło jest usiąść sobie w jednej z kawiarni, wypić kawę i zjeść 'burek' z piekarni naprzeciwko.

Ulcinj słynie z 13km piaszczystej plaży, która nazywana jest Velika Plaza. Rzeczywiście, plaża jest piękna, piasek drobniutki a wchodząc do morza dopiero po ok. 50 metrach robi się głębiej.
Można spotkać tam np. białego misia i Spidermana, zagrać w siatkówkę plażową czy wykupić masaż.
Kilkaset metrów od plaży znajdują się małe bary prowadzone przez miejscowych, którzy są bardzo mili i w porze obiadowej czy wieczorem miło spędza się tam czas.












CZĘŚĆ III - ALBANIA


Będąc tak blisko granicy postanowiliśmy chociaż na jeden dzień zawitać do Albanii.
Przed wyjazdem niewiele wiedzieliśmy o tym kraju. W internecie sprawdziliśmy, że symbolami tego państwa są wszechobecne myjnie oraz mercedesy a religią dominującą jest islam.
Zaraz po wjeździe za granicę wszystko to się potwierdziło. Również ostrzeżenia o braku jakichkolwiek zasad obowiązujących tamtejszych kierowców oraz o złym stanie dróg nie były bezzasadne. Także jadąc do Albanii trzeba być na to gotowym, inaczej będziemy chcieli jak najszybciej zawrócić.

Odwiedziliśmy miasto Szkoder/Szkodra, leżące blisko granicy. Zewsząd dopadł nas skwar, arabska muzyka i poczucie, że jest to w pewnym sensie dziki kraj. Mieliśmy obawy co do pozostawienia samochodu na chwilę bez opieki, zwłaszcza, że na własne oczy widzieliśmy jak policjanci biorą łapówki więc raczej nie było co na nich liczyć. Jednak od właściciela hostelu, w którym się zatrzymaliśmy dowiedzieliśmy się, że turyści są tu bardzo pożądani a ich bezpieczeństwa strzeże mafia.
Podobnie jak w Ulcinj zewsząd otaczały nas meczety i kultura arabska - na ulicach głównie widać było mężczyzn, niektórzy przesiadywali w barach całymi dniami grając w gry, oglądając mecze bądź po prostu obserwując ludzi a zwłaszcza turystki.
Nie powiem, że dobrze poznałam Albanię, ale po oswojeniu się stwierdzam, że jest tam bardzo ciekawie aczkolwiek kultura jest całkowicie odmienna od europejskiej.
















Co do ubioru to spotkaliśmy bardzo niewiele kobiet w tradycyjnych burkach czy choćby z chustami na głowie. Na ulicach za to pojawiają się zwłaszcza młode dziewczyny ubierające się podobnie jak nastolatki w Polsce.


CZĘŚĆ IV - BOŚNIA


W drodze do Dubrownika zatrzymaliśmy się w Bośni tylko przez kilkanaście minut by zrobić zdjęcia, nie byliśmy pewni czy będziemy wracać tą samą drogą. Okazało się jednak, że tak i na pobyt w Neum poświęciliśmy cały dzień.
Jest to typowo wypoczynkowa miejscowość, typowej plaży tam jednak nie uświadczy - nabrzeże jest betonowe i jedynie co kawałek wyrasta tam kawałek żwirowego brzegu otoczonego skałami.
Ten kawałek lądu należący do Bośni niewiele odróżnia się np. od Czarnogóry - oceńcie sami.





W Neum według mnie, jest najczystsza woda, w której aż roi się od ryb, które przypływają do samego brzegu. Na każdym kroku widoczne są też pozostałości po wojnie bałkańskiej.



Podsumowując cały wyjazd powiem, że ciężko mi było napisać ten post, ponieważ wspominając wspaniałą atmosferę Bałkanów, cudowną pogodę, niesamowite krajobrazy i miłych ludzi teleportowała bym się tam bez zastanowienia. Na odpoczynek od polskiej rzeczywistości a także 'modnych' Mediolanów, Londynów, Paryżów jest to miejsce idealne.



1 komentarz: